RSS
 

Skok wiary

04 Mar

Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść. (Pwt 30, 15-16)

Dwie drogi.

Umiłować Boga swojego ponad wszystko na świecie, ponad wszystkie dobra, ponad swych przyjaciół i rodzinę, ponad siebie samego, ponad swoje życie.

Albo umiłować swoje życie, wieść je zgodnie z obyczajem, a nawet w zgodzie z nakazami Pana. Żyć pobożnie troszcząc się o dzień dzisiejszy, jutrzejszy i emerytalny, zabiegać o dobra tego świata.

Rzucić się na głębię mając tylko Słowo Boga lub pozostawić sobie koła ratunkowe na wypadek gdyby „coś nie wyszło”.

Spalić za sobą mosty i złożyć swoje życie Bogu w ofierze całopalnej czy oddawać  Panu z naszego życia to co nam zbywa.

Bóg dał nam konkretne obietnice.

Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. 56 Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. (J 6, 54-56)

Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą;  węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie. (Mk 16, 17-18)

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię. (J 14, 12-14)

Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy. (Mt 6,25-24)

I wiele więcej…

Skok wiary

Chcę dziś żyć tak, by zobaczyć obietnice Boże w swoim życiu. Nie mam nic do stracenia.

Jeśli  te obietnice nie wypełnią się w moim życiu, bo wszystko to fikcja, to lepiej byłoby dla mnie w ogóle się nie urodzić.

Jeśli te obietnice nie wypełnią się w moim życiu, bo zabraknie mi odwagi na skok wiary, to i tak nie chcę takiego istnienia.

Życie bez chodzenia w obecności Boga nie ma wartości, nie ma sensu.

 
 

Wiara

03 Mar

Wracając rano do miasta, uczuł głód. A widząc drzewo figowe przy drodze, podszedł ku niemu, lecz nic na nim nie znalazł oprócz liści. I rzekł do niego: «Niechże już nigdy nie rodzi się z ciebie owoc!» I drzewo figowe natychmiast uschło. A uczniowie, widząc to, pytali ze zdumieniem: «Jak mogło drzewo figowe tak od razu uschnąć?»  Jezus im odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam wam: jeśli będziecie mieć wiarę, a nie zwątpicie, to nie tylko z figowym drzewem to uczynicie, ale nawet jeśli powiecie tej górze: „Podnieś się i rzuć się w morze!”, stanie się. I otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie» (Mt 21, 18-22)

Dlaczego tyle razy proszę, a nie otrzymuję? jak wzbudzić w sobie tak silną wiarę? a może proszę o coś, co nie jest zgodne z wolą Boga?

Nie da się „wzbudzić” w sobie tak silnej wiary, by dokonywać dzieł.

Wiara, to nie uczucie. To nie wiedza o tym, że jest Bóg, że Jezus jest Jego Synem, a nawet nie przekonanie, że otrzymam wszystko o co poproszę. Moja wiara przejawia się w tym jak żyję. Wiara to całe moje życie. To postępowanie śladami Jezusa. To moja relacja z Panem. Nie da się niczego zrobić (i nie mówię tu o „cudach”) bez relacji z Jezusem. Relacja z moim Panem i Stwórcą jest absolutną podstawą egzystencji. A nie będzie relacji jeśli nie będzie modlitwy i nie chodzi tu o odklepywanie pacierza czy litanii), słuchania Jego głosu, przebywania w Jego obecności, spożywania Jego Ciała i Krwi.

Relacja

A wtedy nigdy nie poprosisz o coś, co nie będzie zgodne z wolą Ojca, bo będziesz znać wolę Ojca i nawet nie przyjdzie Ci do głowy by prosić o coś, co nie byłoby Bogu miłe. I wtedy wszystko się spełni o cokolwiek Go poprosisz.

 
 

Proście, a będzie wam dane…

23 Lut

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…

Dlaczego powinniśmy prosić Pana i Boga naszego o różne rzeczy? czyż nie wie On co nam potrzebne?

Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie. (Mt 6, 7-8)

Co się dzieje, gdy dziecko prosi rodzica o coś, czego potrzebuje i dostaje to? Uświadamia sobie, jak bardzo od niego zależy. Uświadamia sobie, że to nie ono zdobyło tę zabawkę (kolację, oranżadę, film na dobranoc), że jest to coś, co otrzymało od ojca, że bez matki nie byłoby tego wszystkiego, że jest zależne od rodziców. I jest kochane.

Kiedy prosimy Ojca naszego w Niebie o dobre rzeczy – daje nam. Wie, czego nam potrzeba, ale my czasem zapominamy, że nic z siebie zrobić nie możemy. Że wszystko co mamy pochodzi od Niego. I dlatego powinniśmy Go prosić, aby coraz bardziej uświadamiać sobie tę jedną prawdziwą zależność na świecie. Zależność stworzenia od jego Stwórcy.

Nic lepszego dla człowieka, niż żeby jadł i pił, i duszy swej pozwalał zażywać szczęścia przy swojej pracy. Zobaczyłem też, że z ręki Bożej to pochodzi. Bo któż może jeść, któż może używać, a nie być od Niego zależnym? (Koh 2, 24-25)

 

 
 

Nowe narodzenie

09 Lut

Św. Jan Ewangelista w swoim pierwszym liście oznajmia:

Każdy, kto trwa w Nim, nie grzeszy, żaden zaś z tych, którzy grzeszą, nie widział Go ani Go nie poznał.( 1 J 3, 6)

Każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże; taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga. ( 1 J 3, 9)

W innym jednak miejscu św. Jan pisze:

Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. ( 1 J 1, 8)

To w końcu grzeszymy czy nie grzeszymy?

Jeśli ktoś się narodził na nowo, jeśli doświadczył Bożego Miłosierdzia, Jego niezmierzonej Miłości, to nie może już grzeszyć. Znalazłeś wielki skarb, nie możesz myśleć o niczym innym. Nie chcesz niczego innego. Świat cię nie pociąga. Pociąga cię jedynie Bóg i jego Obecność. Gdy chodzisz w Obecności Pana nie ma takiej możliwości, byś chciał zgrzeszyć.

Ale przecież grzech w nas mieszka, a sprzeciwiając się temu twierdzeniu czynimy Boga kłamcą i samych siebie oszukujemy….

Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! (Rz 7, 18-24)

I to jest – jak się okazuje bardzo prosta – odpowiedź na to pytanie, którą znajdziemy w liście św. Pawła do Rzymian. Nasza natura jest grzeszna. Kto raz spojrzał w oblicze Pana naszego nie będzie miał upodobania w grzechu. Ale nasze ciało skażone jest grzechem. Łatwo nam przychodzi chcieć dobra, trudniej wykonać, bo jesteśmy słabi. I dlatego możemy śmiało powiedzieć za św. Janem, że grzeszymy, choć nie grzeszymy. Jesteśmy grzeszni, a przecież trwając w Nim nie potrafimy już grzeszyć. Nie możemy powiedzieć, że nie mamy grzechu, a jednak narodziliśmy się z Boga i nie ma w nas przyzwolenia na grzech. Przerazilibyśmy się tej grzeszności patrząc na naszą duszę bez Miłości Boga, a jednak duch nasz zapatrzony w Jezusa brzydzi się grzechem.

Zasada wyłączonego środka po prostu nie obowiązuje w Królestwie Niebieskim 🙂

Nasza natura jest grzeszna i nie wolno nam o tym zapominać. Każdego dnia możemy robić coś lepiej. Więcej kochać. Bardziej umierać.

 

 
 

Wszystko, co zwiążecie na ziemi…

09 Wrz

osemka”Zaprawdę powiadam Wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.” (Mat.18:18)

Zwykle interpretuje się te słowa Biblii jakoby Pan Jezus składał władzę w ręce uczniów. Jeśli zwiążą kogoś węzłem małżeńskim – w niebie dostosują się do tej decyzji i węzeł będzie trwać. Komu odpuszczą grzechy na ziemi, temu będą odpuszczone w niebie. I tak dalej….

I wcale nie chcę tego negować. ja dzisiaj chcę odnieść te słowa do siebie. Cokolwiek zwiążecie na ziemi…. jeśli zwiążę się nienawiścią z kimś tutaj, nie pokocham go w niebie. Jeśli mój brat ma coś przeciwko mnie – pójdę pogodzić się z nim w drodze, bo jeśli nie rozwiążę problemu tu, na ziemi, w niebie go nie rozwiążę tym bardziej.

Spieszmy się zatem kochać, godzić, przebaczać, bo po tamtej stronie będziemy czerpać tylko z tego, co tu zwiążemy albo rozwiążemy.

 
 

Człowiek, Bóg i poletko doświadczalne kosmitów

16 Mar

kosmiciTo będzie bardzo krótki tekst. Zastanawialiście sie kiedyś nad prawdziwością teorii lansowanej w niektórych serialach Sci-Fi, niektórych sekt i czego tam jeszcze człowiek nie wymyślił? Takiej oto teorii, że Bóg to tak naprawdę nie Bóg, tylko kosmita, który za pomocą inżynierii genetycznej stworzył człowieka, osadził na Ziemi (a jeszcze do tego terraformował naszą planetę, żeby nadawała się do zamieszkania) i zostawił nas, żebyśmy sobie ewoluowali. Jednym słowem – jesteśmy królikami doświadczalnymi a Ziemia poletkiem doświadczalnym kosmitów.

No więc, proszę szanownej publiczności – odpowiedzcie sobie na pytanie: jak wygląda chodowla prowadzona przez człowieka? Np. chodowla rasy psów? Czy każde zwierzę traktowane jest podmiotowo? Otóż nie. Słabe osobniki się eliminuje. Interesuje nas jedynie zdolność rozrodcza zdrowych osobnikow o pożądanych cechach. Przenosząc nasze doświadczenia na poletko ludzkie – eutanazja jest cool (bo skoro starzy ludzie są obciażeniem, to pozbycie się ich wpływa korzystnie na rozwój społeczeństwa), a zabójstwa dzieci z wadami genetycznymi są wręcz zjawiskiem pożądanym (eliminacja wadliwych genów, zapobieganie zmarnowania potencjału rozrodczego i wychowawczego – te siły i możliwości, które rodzice dają choremu dziecku z powodzeniem wystarczyłyby na dwoje czy nawet troje zdrowych, itp.).

Gdyby Bóg był kosmitą, eutanazja i aborcja byłaby cnotą. A nie jest. Jest grzechem. Cnotą zaś w oczach Boga jest szacunek i opieka nad ludźmi starszymi, poświęcenie dla dzieci chorych – mimo, że fizycznie hamuje to rozwój cywilizacji. Dlatego z całą stanowczością możemy sobie powiedzieć – Bóg NIE JEST kosmitą, a Ziemia NIE JEST ich poletkiem doświadczalnym. Koniec i bomba, kto myśli inaczej ten trąba!

 
 

Sukces literacki

26 Sie

pioroTak sobie patrzę, słucham i myślę…. co jest miarą sukcesu literackiego? Ilość wydanych ksiażek? Ilość sprzedanych książek? Ilość wywiadów czy ilość rozdanych autografów?

Pomijając wymiar finansowy (bo nie chcę mówić o sukcesie finansowym w dziecinie literatury) – uderzyła mnie taka prawidłowość: książki mało znanej, niszowej, lub zwyczajnie niewiele wartej – nie znajdziesz jej pirackiej kopii w sieci. Albo nie będzie jej wcale, albo (to taki ostatnio modny sposób walki z piractwem) znajdziesz spis treści i kilka początkowych stron – akurat na rozbudzenie apetytu. Co się jednak dzieje kiedy książka / autor odniesie sukces? Kopie mnożą się jak króliki i mutują jak muszki owocowe. Jak ktoś nie ma OCR-a, to chociaż skan wpuści w sieć.

Jeśli kiedykolwiek napisałabym książkę, to chyba poczułabym się zdołowana, gdyby po roku nie znalazła się w sieci…. byłoby to miarą mojej klęski – i nie ma to znaczenia, ile bym na niej zarobiła.

A więc, drodzy Autorzy! Nie obrażajcie się na piratów i nie walczcie z nimi na śmierć i życie – no, trochę powalczyć to nawet wypada, wrzucić w sieć legalne fragmenty książek, czasem zamnkąć jakieś pirackie konto, ale nie składajcie pozwów i nie bijcie piany – oni ROBIĄ WAM DOBRZE!  Jak czytelnik nie chce kupić książki to i tak jej nie kupi – pożyczy od znajomego, od rodziny, z biblioteki…. a jak mu zależy, to i tak kupi i postawi na półce. W końcu zależy Wam chyba najbardziej na tym, żebyśmy Was czytali, bo zarobić pieniądze to można nawet na handlu warzywami.

 
 

Apostazja

25 Sie

apostazjaWchodźcie przez ciasną bramę…

Kapłan głoszący homilię nawiązując do dzisiejszej Ewangelii zadał pytanie – dlaczego odchodzimy z Kościoła? 

Młodzi (zazwyczaj) ludzie przychodzą do kancelarii i chcą dokonać apostazji. Dlaczego? I ksiądz zgrabnie rozebrał wszystko na czynniki pierwsze … a bo to pycha, a bo to niemoralne życie i sumienie trzeba zagłuszyć, a bo to tak łatwiej żyć. A przecież mamy wchodzić przez ciasną bramę do Królestwa Niebieskiego….

A ja tak sobie patrzę i myślę, że wina nie leży tylko w człowieku, który odchodzi. Jeśli moje dzieci odejdą kiedyś od Kościoła, to znaczy, że w mojej rodzinie za mało było Chrystusa. Jeśli nie będą w przyszłości kochać, to znaczy, że nie daliśmy im wystarczająco dużo miłości. Jeśli mój brat odchodzi z Kościoła, to może dlatego, że nie dostrzegł we mnie Jezusa? My, katolicy – czy to świeccy, czy konsekrowani, księża i biskupi, mężczyźni i kobiety – gdybyśmy mniej mówili, a więcej robili, gdybyśmy żyli nauką Chystusa, a nie tylko nauczali – nikt by z Kościoła nie odchodził. To my wszyscy jesteśmy po części odpowiedzialni za apostatów i schizmatyków. 

Skoro wśród nas tyle jest pychy, niezgody, wygodnictwa, materializmu – czy wśród tego wszystkiego jest jeszcze gdzieś miejsce dla Chrystusa? Może zwyczajnie zbyt trudno Go dziś dojrzeć w Kościele? Winni są bowiem nie tylko ci, którzy Go mało szukają, ale też ci, którzy tak łatwo Go chowają pod warstwą przepisów, występków czy obojętności…